Niepisana zasada: nie zaprzyjaźniaj się z innymi szalonymi kobietami
Szalonym kobietom nie wolno zaprzyjaźniać się z innymi szalonymi kobietami, ale nikt nie rozumie nas lepiej. Wszyscy mamy rany, kto decyduje, jakie są zaburzenia?

Niepisana zasada ośrodków, w których prowadzona jest terapia grupowa w leczeniu tzw. „Zaburzeń psychicznych”, to nie zaprzyjaźniać się z partnerami terapii.
I nie jest to trudne, bo wbrew wszelkim przeciwnościom w terapii grupowej bardzo intymne doświadczenia nie są dzielone lub mogą „nadmiernie wpływać” na partnerów (a ja mówię „partnerzy”, a nie „partnerzy”, bo z drugiej strony przynajmniej kiedy mówimy o tak zwanym zaburzeniu osobowości z pogranicza, terapie grupowe składają się głównie z kobiet i dziewcząt).
Nie możemy być przyjaciółmi
Ale chociaż nie jest trudno nie zaprzyjaźnić się z kolegami z terapii grupowej, nie wychodź poza linię wyznaczoną przez specjalistę i nie ograniczaj się do serdecznego powitania ich i uczenia się razem z nimi, jak lepiej zarządzać swoimi sposobami odczuwania; Nadal jest mi zimno i jestem zmuszony nie słyszeć, jak naprawdę minął weekend obok, co się z nią stało, czy jest lepsza, czy gorsza i dlaczego. Nie mogąc spotkać się na kawę, piwo lub cokolwiek innego i lepiej się poznać; ponieważ w końcu jesteśmy w tym razem.
Wydaje się też, że niepisana zasada ma zastosowanie ściślej niż myślałem . A przynajmniej tak powiedział mi znajomy; że kiedy była internowana w ośrodku leczenia zaburzeń odżywiania, przekazali arkusz, na którym różni więźniowie zapisywali swoje sieci społecznościowe, aby pozostać w kontakcie, a odpowiedzialni specjaliści zarekwirowali ją.
Mój własny psycholog mocno podkreśla, że jeśli jestem kontuzjowany, nie jestem w stanie zapewnić opieki osobom z tymi samymi urazami psychicznymi. Nawet oni, żeby mi je dostarczyć.
Uraz lub zaburzenie, kto decyduje?
Ale to wszystko prowadzi mnie do zastanowienia, czy ci specjaliści są świadomi, że wszyscy mamy rany psychiczne ? Że podział na „ludzi z traumą i niestabilnych”, „chorych psychicznie”, „szalonych”, które sobie mówię, oraz „stabilnych”, „zdrowych”, „zdrowych na umyśle” jest raczej wyimaginowany?
Niektórzy ludzie uzewnętrzniają nasz ból i cierpienie w sposób określany jako „objawy zaburzeń psychicznych”, inni nauczyli się radzić sobie z tym lepiej, a czasem nawet nie: w mniej widoczny sposób. Ale coś nas boli i wszyscy cierpimy, mniej lub bardziej okresowo, mniej lub bardziej chronicznie.
Niezastąpione zrozumienie
A jednak ze wszystkich ludzi, których spotkałem, inni „szaleni” ludzie, inni sklasyfikowani jako „chorzy psychicznie”, byli na dnie beczki, gdy byłem na krawędzi kryzysu, kiedy samobójcze impulsy Oblegali mnie, kiedy załamałem się nerwowo, kiedy odłączyłem się od rzeczywistości i straciłem świadomość tego, gdzie jestem i kim jestem.
Ponieważ ci, którzy czują to, co rozumiem , wiedzą, co chcę usłyszeć, wiedzą, jak potwierdzić mój ból i moje uczucia, jednocześnie pomagając mi zarządzać nimi w zdrowszy sposób na przyszłość.
Nie mówię, że nie mogę się utrzymać i pozwolić sobie na opiekę , opiekę nad ludźmi, którzy nie żyją z narzuconą etykietą „psychicznie chorych” czy „szalonych”. Mam i mam.
Mówię, że nie zgadzam się z uogólnionym założeniem, że osoby te nie są diagnozowane, nie biorą leków lub nie chodzą na terapię indywidualną lub grupową; nie cierpią tak dobrze i potrzebują szczególnej i okresowej opieki emocjonalnej, tak jak ja i moi najbliżsi przyjaciele.
Mówię, że kiedy przyjdzie popychanie, „nie bądź cool, ciociu” lub uścisk nie sprawią, że jutro ożyję. Dialog oparty na zrozumieniu, a przynajmniej na chęci zrozumienia siebie, na znajomości przyczyny i (oczywiście) na miłości i uczuciu, które wykraczają poza społecznie wyuczone tabu i stygmaty, tak.
Za to wszystko, o ile dobrze znam „niebezpieczeństwa” tworzenia relacji , zwłaszcza przyjaźni, z innymi ludźmi (w moim przypadku zwłaszcza innymi kobietami) „niestabilnymi”, „traumatycznymi”, kiedy mnie dotykają kryzysy mojego przyjaciela lub konieczność płaczu, nawrót, a nawet samobójstwo … o ile jestem bardziej niż świadomy wszystkiego, co wiąże się z kształtowaniem i budowaniem tych relacji, nadal wybieram je dzień po dniu.
Bo zasada, pisana lub niepisana, że "szaleni" nie możemy być przyjaciółmi, kochankami, koleżankami, narusza moje prawo do kontaktu z tymi, którzy mnie najlepiej rozumieją i troszczą się o mnie, a także część fałszywego założenia że w opozycji są ludzie „całkowicie wyrzuceni z puli” i ludzie „niezaprzeczalnie stabilni”.