Przyjmijmy, że jesteśmy delikatni i wrażliwi

Brigitte Vasallo

Kochajmy nasze emocjonalne rany. Wrażliwość czyni nas wyjątkowymi i wspaniałymi. Zaakceptowanie tego, że jesteśmy kruche, łączy nas z możliwością, że świat nas porusza, rani i wita

Place niezliczonych miast i miasteczek zdobią posągi jeździeckie, które na ogromnych cokołach podtrzymują heroiczny wizerunek człowieka, który zmienił bieg historii. Człowieka, którego osiągnięcia przetrwały przez wieki, dla potomności, która przeciwstawia się wygaśnięciu indywidualnego życia.

Magazyny modowe, odzwierciedlając formę współczesnego bohaterstwa, zapełniają swoje okładki superbohaterami o błyskotliwej karierze, które spotykają lata bez starzenia się, w rekordowym czasie wychodzą z ciąż i kontynuują pracę i wychowanie bez okazywania oczu i rozstępów, ani chwili zniechęcenia. Kobiety, którym życie nie pozostawia blizn.

Porzućmy wyidealizowane obrazy

Dorastamy i żyjemy w cieniu tego obrazu, zaszczepieni ideą, że życie, które się liczy, to życie na piedestale, na okładkach. Ale te bohaterstwa pokazują tylko wierzchołek góry lodowej i uosabiają w jednym ciele, w jednym imieniu, zbiorowe przeżycie chwili w historii. Nie tylko pokazują bohatera czy bohaterkę, czynią wszystkich antybohaterów niewidzialnymi, wszystkich antybohaterów, wszystkich ludzi, którzy swoimi codziennymi gestami budują życie.

Te zmitologizowane obrazy czynią niewidzialną ofiarę anonimowych ludzi i cierpienie przegranych

Cała mitologia bohaterstwa skupia się na uwiecznieniu samotnego strażnika, który przybył, aby podbić świat, ale nigdy nie opowiada o podbitym świecie, o ludziach, którzy cierpieli, płakali, którzy się bali, którzy stawiali opór przemocy bohatera.

Okładki czasopism nie wspominają o udręce pojednania, o niemożności bycia zawsze szczęśliwym, o niemocy, kiedy dzień po dniu nas przytłacza i czujemy, że upadamy. Ale wszystkie te małe życia są naszym życiem, są naszymi prawdziwymi i codziennymi egzystencjami.

Bardziej realistyczne oczekiwania

Dorastanie i budowanie siebie jako ludzi w cieniu tych posągów, z pokrywami jako zwierciadłem niemożliwej rzeczywistości, generuje dyskomfort i niemoc, które nie mają nic wspólnego z nami, ale ze sposobem myślenia i bycia w świecie. Droga, która odnosi się do ważnych ludzi i ludzi, którzy nie mają znaczenia, do sposobów bycia wybitnymi i anonimowymi oraz do ciągłej rywalizacji o zdobycie piedestałów.

Ten sposób zbiorowego reprezentowania siebie rodzi ponadto głęboką pogardę dla przegranych świata i historii, która działa również na nas samych, co sprawia, że ​​nie doceniamy samych siebie, poddajemy się nieustannej przemocy i żyjemy w wiecznej żałobie za tym, czego nie jesteśmy i nie osiągniemy. kiedykolwiek być.

Zamieszkanie na piedestale lub zaakceptowanie naszej słabości

W swoim dziele Historia mnichów w Syrii Teodoret z Cyrusa opowiada o życiu chrześcijańskiego mistyka Symeona Stylite Starszego, który ostatnie 37 lat swojego życia spędził na kolumnie zainstalowanej w okolicach dzisiejszego Aleppo. Jego pomysł życia na piedestale zrodził się, jak mówią, z bezwzględnej potrzeby pozostawienia za sobą prawdziwego świata. Próbował na wiele innych sposobów, ale z pozycji horyzontalnej świat zawsze go doganiał. Więc spróbował wertykalności i tam został.

Mówią, że żywił się resztkami chleba i miskami mleka, które dzieciaki z okolicy podniosły go na szczyt wygnania. Tak więc, w metaforycznej interpretacji, Symeon odnosił korzyści z dobra na świecie bez konieczności znoszenia zła. Ale zalety tej ascetycznej pionowości można odczytać tylko z zewnątrz, od dołu. Być może jego doświadczenie było także doświadczeniem skrajnej samotności , życia na otwartej przestrzeni, bez schronienia i komfortu.

Ale naszą największą siłą jest wrażliwość, możliwość otwarcia się na świat i to, że świat nas porusza

Bohaterstwa, cokoły, okładki magazynów to obietnica szczęścia. Gdybym był taki, gdybym tam był, byłbym szczęśliwy. Zło świata nie dociera do tego miejsca, a stamtąd życie nie może zostawić na nas blizn. I w tej iluzji tracimy z oczu to, co jest chyba naszą największą siłą: wrażliwość, możliwość otwarcia się na świat i tego, że świat nas porusza, przewyższa, szokuje, rani i wita.

Propozycja terapii grupowej

Jest ćwiczenie grupowe polegające na staniu w kręgu, a jedna osoba ze środka spada. Już nie. Upada z pewnością, że grupa podniesie ją, przekaże z rąk do rąk i nie pozwoli jej zranić. Ponieważ ta szkoda nie byłaby już wyrządzoną przez pojedynczą izolowaną osobę, nie byłaby to blizna osobista, ale ból całej grupy; a pociecha wspólnego bólu nie jest osobista, ale rodzi się z ramion wszystkich przygotowanych na przyjęcie potrzebujących, potrzebujących wsparcia i schronienia.

Obracając pozycję centralną, pozycję wrażliwości, rozumiemy, że w pewnym momencie każdy jest wszystkim. Że zarówno nasz upadek, jak i nasze bohaterstwo mają wpływ na środowisko; że czasami ranimy upadając, tak jak to robimy, zaprzeczając sobie upadku; że nasze bitwy mają ofiary i że również uczestniczymy w tym bólu, mimo że mityczny piedestał nie pozwala nam go zobaczyć.

Opuszczanie innych z piedestału

Może powinniśmy poćwiczyć z ironicznym spojrzeniem na te posągi, te okładki, tych bohaterów i bohaterki współczesnej fikcji, które codziennie atakują nas z klipów wideo, meczów sportowych i wielkich billboardów. Jeśli prawdą jest, że Victoria Beckham, Cristiano Ronaldo czy Gerard Piqué płaczą tylko wtedy, gdy odbierają nagrodę, powinniśmy bardziej im współczuć niż podziw.

Ponieważ pozwolenie nam płakać daje nam niezbędną głębię, aby być w świecie i ze światem, ponieważ strach jest świadomością przytłaczającego ciężaru rzeczywistości i tylko dzięki tej zdolności do płaczu i strachu, z kruchości, możemy zbudować świat bardziej przyjazny. Ponieważ pozwolenie sobie na upadek jest powitaniem małości, która nas tworzy i która czyni nas magicznymi, dostępnymi, ekscytującymi i ekscytującymi.

Kochamy nasze emocjonalne blizny

Zwycięstwa trzeba obserwować myśląc o przegranych, bo w nich są klucze do wiedzy: kto wygrywa, nie musi ruszać się ani na jotę, ale kto przegrywa, robi. Celebruj cele, ale celebruj głęboko za każdym razem, gdy bohater upada, ponieważ w tym miejscu uczymy się być czymś więcej niż posągami, od anonimowości, otwartych ramion, małych codziennych gestów. Od bycia tym, kim jesteśmy, czym możemy być, nadając wartość wyciągniętym dłoniom, uśmiechom, cieniom, rozstępom.

Wkładając w każdą bliznę całą moc przeżytego życia , ciała i istoty na świecie, które jako życie mogą być tylko niezapomniane.

Popularne Wiadomości